Content marketing

Zielone rewolucje, szare kominy i parę trudnych pytań bez emisji… zbędnych emocji. Czas na zielone światło, nie na zielone ideologie. Z każdym rokiem staje się coraz bardziej oczywiste, że dotychczasowy model przemysłu – oparty na nieograniczonym spalaniu paliw kopalnych – dobiega końca.

W tym przełomowym momencie nie możemy jednak pozwolić, by kierowały nami wyłącznie interesy gospodarcze czy relacje geopo-lityczne. Ochrona planety, zachowanie jej równowagi ekologiczneji zapewnienie bezpiecznej przyszłości dla kolejnych pokoleń powinny być nadrzędnym celem transformacji energetycznej. Zielony kurs musi wynikać z odpowiedzialności. To nie czas na grę interesów, lecz na wspólne działania w imię dobra, które nie zna granic.

Emisje gazów cieplarnianych destabilizują klimat, niszczą środowisko i – paradoksalnie – podkopują same fundamenty wzrostu gospodarczego. Nie trzeba być ekologiem ani ekonomistą, by zauważyć, że rosnące ceny energii, ekstremalne zjawiska pogodowe czy utrata bioróżnorodności to realne problemy, których nie rozwiąże samo przykręcanie kaloryferów.

Dekarbonizacja przemysłu – mimo całej swojej złożoności – jest zatem kierunkiem słusznym i potrzebnym. Nie jest to „ekofanaberia”, lecz racjonalna odpowiedź na jedno z największych wyzwań cywilizacyjnych naszych czasów. Ale uwaga: to, że coś jest słuszne, nie oznacza, że można tym usprawiedliwiać wszystko.

Próba używania polityki klimatycznej jako narzędzia do realizacji celów niezwiązanych z klimatem – jak walka o dominację gospodarczą, dyscyplinowanie państw członkowskich czy ukryta redystrybucja wpływów – może łatwo zniszczyć poparcie społeczne i podważyć sens całej transformacji. Jeśli zielona polityka stanie się pretekstem do „przemycania” innych interesów, skończy się tym, że ludzie zamiast dbać o klimat, będą palić w piecach… zielonym ładem.


Laboratoria na pierwszej linii – fermentacja, nie frustracja

W tym wszystkim nie można zapominać o roli nauki – a zwłaszcza laboratoriów, które w ciszy i świetle fluorescencyjnych lamp wykonują pracę niezbędną dla tej transformacji. To tam powstają nowe enzymy, które pozwalają produkować plastiki biodegradowalne. To tam testuje się alternatywy dla procesów energochłonnych i emisyjnych – czy to w chemii, metalurgii, czy produkcji materiałów budowlanych.

Przemysł biotechnologiczny już dziś dostarcza realnych rozwiązań: od fermentacji precyzyjnej i biosyntezy związków chemicznych, po wychwytywanie dwutlenku węgla przy pomocy mikroalg i bakterii fotosyntetyzujących.

Nie brzmi to jak science fiction – to się dzieje. Ale trzeba przyznać uczciwie: nie dzieje się samo. Wymaga czasu, inwestycji, kadr, infrastruktury i przede wszystkim – spójnej strategii, która nie zmienia się przy każdej zmianie układu sił politycznych. Dekarbonizacja to proces, nie hasło na baner. A laboratoria, choć nie jeżdżą na konferencje klimatyczne, są jej prawdziwym zapleczem.


Barier nie brakuje, ale większość to nie ściany – tylko drzwi do otwarcia

Oczywiście, transformacja nie jest tania. Technologie CCS czy produkcja stali z użyciem zielonego wodoru kosztują więcej niż klasyczne metody.

Do tego dochodzi problem dostępności czystej energii: nie każdy kraj może sobie pozwolić na farmy wiatrowe na skalę Niemiec, ani na słoneczny miks energetyczny jak Hiszpania. Ale to nie znaczy, że trzeba wracać do węgla, tak jak nie wracamy do świec, bo prąd bywa drogi.

Trzeba natomiast działać rozważnie: zamiast narzucać jedno rozwiązanie wszystkim, wspierać różnorodne technologie dostosowane do lokalnych warunków i możliwości.

Warto też zadać pytanie, kto ponosi koszt transformacji. Jeśli będą to wyłącznie konsumenci i małe firmy, poparcie dla dekarbonizacji się wypali – szybciej niż węgiel w domowym piecu. Sprawiedliwa transformacja to nie slo-gan, ale warunek przetrwania polityki klimatycznej jako projektu cywilizacyjnego.

Unia Europejska przyjęła bardzo ambitną strategię klimatyczną. „Fit for 55”, CBAM, Fundusz Innowacyjny – to konkretne narzędzia, które mają wspierać przemiany w przemyśle i jednocześnie chronić europejską konkurencyjność. Mechanizm granicznego podatku węglowego to przykład myślenia strategicznego – skoro inwestujemy w droższe, czystsze technologie, nie możemy dopuścić, by produkty z „brudnych” rynków psuły rynek wewnętrzny.

Ale Europa musi uważać, by nie przesadzić z nadregulacją. Dekarbonizacja nie może stać się przykrywką dla rozwiązywania sporów handlowych, sankcjonowania państw mniej zdyscyplinowanych politycznie czy narzędziem wymuszania określonych modeli gospodarczych. Jeśli klimat stanie się polem bitwy ideologicznej, przegrają wszyscy – i ci po lewej, i ci po prawej. A co najgorsze – przegra też planeta.


Dekarbonizacja – słuszna sprawa, ale nie wszystko musi być „zielone” z definicji

Dekarbonizacja przemysłu to nie „utopia dla idealistów” ani „plan układany przez oderwanych od rzeczywistości biurokratów”. To realna potrzeba, logiczna konsekwencja stanu naszej planety i narastających kryzysów. Ale by była skuteczna, musi być prowadzona rozsądnie: z szacunkiem dla różnorodności gospodarek, z realnym wsparciem dla przemysłu, i przede wszystkim – bez wykorzystywania jej jako wygodnego narzędzia do forsowania innych celów. Laboratoria, naukowcy i inżynierowie mogą dostarczyć narzędzi. Społeczeństwo może dać mandat. Przemysł może wykonać trudną pracę.

Ale warunkiem powodzenia tej operacji jest to, że dekarbonizacja nie stanie się kolejnym politycznym młotkiem do wbijania dowolnych gwoździ. Jeśli zachowamy proporcje i szacunek do rzeczywistości, mamy szansę nie tylko uratować klimat, ale i zbudować bardziej odporną, nowoczesną gospodarkę.

 

red.

back to top icon